31.08.2011

Wakacje nad morzem Part II

Drugi dzień nie ugościł słońcem, ale pogoda sprzyjała spacerom po plaży. Wybraliśmy się na Cypel Rewski. Dzieciaki zbierały skarby, a mamuśki mogły wyłączyć w tym czasie umysły i oddać się głębokiej refleksji  :D 
Na szczęście nie "odpłynęłam" z myślami na tyle daleko, żeby zapomnieć o robieniu zdjęć.
Wspomnienia pozostały....w sercu i na twardym dysku :)





 Zuziowe "złote" skarby


Mamusiowe skarby :) Swoją drogą, niezły balejaż :)




Tu wyraźnie widać cypel. Doszliśmy do samego końca.  



...a czwarty muszkieter robił zdjęcie :)


Po spacerze w tę i z powrotem dzieciaki miały dość. Nóżki bolały, brzuchy puste :) Był więc obiad, a potem pyszne rewskie gofry :) Zdaje się,  że z moją D. chciałyśmy delikatnie podejść do tematu i skromnie wciągnęłyśmy po rurce z kremem, ale było mało. Gofry zaliczone :)

A to okienko w budynku przylegającym do gofrowej knajpki. Urzekło mnie bez pamięci :)


To była fajnie spędzona niedziela. Spokój, cisza, relaks...nawet msza była zaliczona :) (echem niosły się kaszubskie śpiewy kościelne). I ten szum morza.......niezapomniany.

Ściskam i pozdrawiam...with love







26.08.2011

Tektonika uczuć


 „Wszyscy mężczyźni są kłamcy, zmiennicy, fałszywi, paple, obłudnicy, pyszałki lub tchórze, nędzni i zmysłowi; wszystkie kobiety są przewrotne, wyrachowane, próżne, ciekawe i zepsute; świat jest kałużą bez dna, gdzie czołgają się najpotworniejsze płazy, przewalając się w błocie; ale jest na świecie jedna rzecz święta i wzniosła: zespolenie tych dwojga tak szpetnych i ułomnych istot. Kto kocha, często doznaje zawodu, często cierpi i jest nieszczęśliwy, ale kocha; i kiedy znajdzie się na krawędzi grobu, obraca się, aby spojrzeć wstecz, i powiada: »Często cierpiałem, myliłem się niekiedy, ale kochałem. To ja żyłem, a nie sztuczna istota wylęgła z mej pychy i nudy«”.
Alfred de Musset (Tektonika uczuć,  E.E. Schmitt)


Kochać, czerpać z miłości, tęsknić za nią do bólu i płakać szczęśliwie kiedy wraca. Przygarniać wszystkie dobre uczucia, doświadczać najgorszych, godzić się na wszystko i nie pozwalać na nic, stawiać granice i pozwalać je przekraczać. Wszystko to zgodnie z mantrą własnego serca. Większość wbrew temu, co mówi rozum, na przekór wszystkim i wszystkiemu. Jestem panią własnego życia. I pokażę kiedyś język... i powiem, że ŻYŁAM...przecież zawsze będę kogoś kochać :)




Pozdrawiam i buziaki :*

To ma być piękny dzień. To będzie piękny dzień :)

Dzień z uśmiechem na twarzy :) Rozpoczął się pięknie, radośnie i pierwszy raz od barrrrrrdzo dawna byłam w pracy przed czasem, czyli jakieś 30 min wcześniej niż zwykle. Szef zapytał, czy z moim zegarkiem wszystko ok :) Oh, mój boski szef!!! :)
W tle gra Shakira, kawa, kolega zza biurka ma dziś wolne, więc cały pokój mój :) yupi!

Miłego dnia  życzy Muminek :))  




25.08.2011

1+1

Uwielbiam ją!!!
Piosenka cudna, wykonanie...za krótka jestem, żeby oceniać. Śpiewa bosko. Jeśli znajdzie się ktoś, kto zaśpiewa tę piosenkę to padam do stóp :)


Ciężko pracuję :)

Spędziłam wczoraj cudowne 8 h w pracy. Do 14.30 wyglądał tak...aż musiałam to uwiecznić na zdjęciu (nogi moje własne:))



...po czym pobiegłam na spotkanie :) To była moja jedyna aktywność. Lenię się, obijam i wyciągam nóżki kiedy tylko nikt nie widzi. Na szczęście aktywności domowe jakoś ogarniam i nadal widać efekty mojego ostatniego mega sprzątania. W końcu też rozpakowałam torbę po urlopie. Cztery dni potykania się o nią wystarczyło :)
Z frontu branżowego niewiele mam do powiedzenia... nie robię NIC. Ale zmieni się to niedługo, bo muszę uszyć pokrowce na poduchy.
Tym czasem buzia for all i mykam do pracy :D, ciężkiej pracy.

Miłego dnia








24.08.2011

Must Have !!!


Znalazłam mój MUST HAVE!!!!!! :)

Najpierw w rękach tej cudnej blondyneczki



A dziś TU

Prawda, że piękna??? :)

Pozdrawiam i uciekam do domu :) Buziaki





23.08.2011

Zapach morza...

...owiewał samochód jeszcze na długo przed naszym celem. Słońce w pełni i sól w powietrzu uzbroiły nas w mega pozytywną energię. W czasie kilkunastominutowego postoju na przejeździe kolejowym, przez otwarte szyby wdzierała się plaża, piasek i wizja rozpoczętego urlopu.
Zaraz po rozpakowaniu  dwóch samochodów :) zapakowanych po dachy polecieliśmy wszyscy na plażę. A było nas sztuk 5; dla uściślenia: 3 sztuki dorosłe, dwie nieletnie, a właściwie małoletnie. Wśród 3 dorosłych jedna męska, chwilowo towarzysząca, 2 pozostałe...hmmmm, sztuki, że hoho :)
Wiało, dmuchało, woda była zimna, ale pierwsza radość z leżenia na piasku i moczenia nóżek zaliczona :) Zuzia odrobinę pokazała różki, ale zrzucam to na barki rozluźnienia wakacyjnego i hiperwentylację nadmorską.
Nie wdając się w szczegóły....po godzinie znów byliśmy na plaży. Odpowiednio ubrani, gotowi do kopania w piasku i do powitania z przytupem nadmorskiej bryzy .


Różowe smakowało wyśmienicie i na jednym się nie skończyło. I tu info dla Inkwizycji :) Nie przyjęłam tych % z Zuzią, ona jeszcze nie pije :) Całość wypita z moją ukochaną Towarzyszką gier i zabaw  :))) Buzia dla D. Dzieci w tym czasie kopały wraz z szanownym Małżonkiem (nie moim!!!). Małpie harce trwały do około 22 :) Chyba...ciemno było w drodze powrotnej :)
Udany początek, dzieci szczęśliwe, mamuśki pełne energii...tylko Pan Mąż następnego dnia musiał wracać...ale czy my się tym przejmowałyśmy??? NIE :)

Zu na piasku 


Dzieciaki razem

Maks 


Biegiem po wodę


Ten nieostry to Maks... i wcale nikt nim nie rzucał :)


Wykopaliska :)



Tylko jednym gestem mogę podsumować początek urlopu :)


Buziaki gorące i pozdrowienia szczególne dla mojej Mader :))) Ujawniła się w końcu i zostawiła komentarz :)
Ciao :)



22.08.2011

Wróciłyśmy :)

Akumulatorki naładowane :) Spędziłyśmy cudowny urlop nad morzem. Niezależnie od pogody bawiłyśmy się super i każdy dzień wykorzystałyśmy na maxa :) Relacja puki co krótka, bo wróciłam do rzeczywistości i piszę zza biurka w pracy :) 
Nie ma we mnie ani odrobiny niezadowolenia...
Relaks był w każdej formie :) Na powitanie morza otworzyłyśmy nasze ukochane różowe Carlo Rossi :) Na plaży smakuje jeszcze lepiej. 



Na bardziej szczegółową relację zapraszam później.....
.
.
.
...wracam do pracy :))

Buzia

12.08.2011

Już wiem..

...kiecki nie uszyję, więc jadę na zakupy. Dopijam kawę i lecę.
Od dziś mam urlop, słońce świeci, jest ciepło!!!!!! Cudowny nastrój, cudowna pogoda, cudowne plany. Czego chcieć więcej????
Buziaki i słonecznego dnia życzę
:*

11.08.2011

Lazy dayyyyyy

To był ciężki i leniwy dzień... Co prawda rano miałam mega przypływ energii, ale szybko ją wykorzystałam i po południu nie miałam już siły na nic. W pracy trochę poszwędałam się po biurach, żeby za biurkiem nie zasnąć. Nie zrobiłam nic konstruktywnego. O 15 opuściłam teren i zwinęłam się do domu. W momencie przekroczenia progu domu poczułam ulgę i przyjemność. Zdjęłam buty i  rozciągnęłam się na kuchennym krześle. Nikt mnie nie gonił do roboty, nic nie chciał... Zuzia bawiła się i oglądała baję, więc miałam ciszę i upragniony spokój. Zjadłyśmy obiad, który właściwie ugotował się sam...makaron z truskawkami :)), po czym rzuciłam się pod kocyk. Leżałam ponad dwie godziny...bezczynnie..jedynie oczami mrugałam i wspomagałam proces oddychania.
Żeby nie wprowadzać klimatu depresyjnego dodam, że po prostu byłam niewyspana i żadna inna tragedia mnie nie dotknęła :) Brak snu i słońca dały taki efekt, że powłóczyłam nogami póki nie trafiłam do łóżka. Teraz już kołdra na mnie, na kołdrze komputer,a w niego wlepione me oczy :)
...wspomnienia wracają i ciało aż się prosi o powtórkę kąpieli słonecznych...


Buziaki i dobranoc
Nie umiem zebrać się do galopu. Wizja urlopu zmiękcza mnie tak bardzo, że nie mogę nic zrobić. Nie mogę patrzeć na zachmurzone niebo. Wiem, wiem...wczoraj pisałam, że może padać... Dziś zmieniłam zdanie :D Chcę słoneczka. Mam na sobie długie spodnie, bluzkę, sweterek, chustę na szyi...na wieszaku wisi kurtka...Look idealny na jesień, ale nie na sierpień, gdzie powinno lać się żarem z nieba.
Pogodynka trzyma mnie jednak przy życiu.. oby się nie pomyliła :)
Teraz UWAGA!!!! Zaklinam pogodę!!! Chcę, żądam słońca, radości, opalania, uśmiechu Zuzi ociekającej morską wodą. Nie liczą się chwilowo dziergadała, sukienki już na pewno nie uszyję. Tylko krótkie spodenki patrzą na mnie z litością i błaganiem... Obcięłam moje ukochane, poszarpane jeansy i muszę to wykorzystać. Nie ma to jak podarte spodenki. Nawet jak się porwą, to nie ma problemu, bo przecież już są porwane :D
Nawet nie będę ich zapinać idąc na plażę, żeby móc zdjąć je jednym, szybkim ruchem ;p
Powinnam wybrać się do fryzjera, ale liczę na to, że sponiewieram moje włosy słońcem, morską falą i piaskiem i strzelimy sobie mega regenerację po urlopie :)

Do klimatu przedurlopowego dodam piosenkę z ostatnich dni...lubię, śpiewam, tańczę :) stara, ale uwielbiam....no i pojawiają się podarte jeansy :D

http://vidocq.wrzuta.pl/film/8w0Fcko3LwT/rihanna_-_pon_de_replay

Pozdrawiam i z nadzieją na dobry klimat ściskam :)

10.08.2011

Wielkie odliczanie...

A niech sobie pada, do woli i na maksa. Już w niedzielę przestanie, bo wtedy jadę na urlop. I nie jest to moja fantazja pogodowa, tylko tak głosi Pogodynka - od 14.08 ma być słońce!!! Marzenie o spaleniu tyłka będę mogła zaliczyć do spełnionych. Nie mogę się już doczekać. Od jutra zaczynam się pakować i zbierać wszystko, co potrzebne. Pewnie znów zabiorę torbę wypchaną ciuchami, a cały tydzień spędzę w jednych krótkich spodenkach :) Ale o to chodzi...żadnego spinania, ciśnienia, nacisków ze strony plażowych trendów mody...tylko my, nasze kostiumy kąpielowe, słońce, chillout i różowe wino....duuużo różowego wina :)
Niczego na świecie nie potrzebuję tak, jak odpoczynku i odcięcia od świata. Tylko plaża w Rewie może mi to zapewnić :D
W sobotę, przed wyjazdem na wakacje, mam wesele. Miałam uszyć sobie sukienkę, ale do tej pory tego nie zrobiłam mimo, że mam materiał. Nie kupiłam tez żadnej, bo nic mnie nie powaliło. Szczerze mówiąc nie mam ochoty iść na to wesele. I nie ze względu na pannę młodą, bo tylko dla niej chciałabym tam być, ale przemęczenie materiału jest tak wielkie, że wolałabym zbierać siły i w niedziele raniutko wyjechać. Wiem jedna, że jeśli nie pojawię się chociaż na chwilę, będzie jej przykro, a i ja będę żałować. Rozdartą mam więc duszę na maksa :)
Porządków czas jeszcze się nie skończył...Mieszkanie i samochód ogarnięte, zostało to, co najtrudniejsze do ogarnięcia. Tu nie napiszę nic więcej...cytuję i wracam do pracy....

"Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los.

Bowiem każdego dnia wraz z dobrodziejstwami słońca Bóg obdarza nas chwilą, która jest w stanie zmienić to wszystko, co jest przyczyną naszych nieszczęść. I każdego dnia udajemy, że nie dostrzegamy tej chwili, że ona wcale nie istnieje. Wmawiamy sobie z uporem, że dzień dzisiejszy podobny jest do wczorajszego i do tego, co ma dopiero nadejść. Ale człowiek uważny na dzień, w którym żyje, bez trudu odkrywa magiczną chwilę. Może być ona ukryta w tej porannej porze, kiedy przekręcamy klucz w zamku, w przestrzeni ciszy, która zapada po wieczerzy, w tysiącach i jednej rzeczy, które wydaja się nam takie same. Ten moment istnieje naprawdę, to chwila, w której spływa na nas cała siła gwiazd i pozwala nam czynić cuda. Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć. Magiczna chwila dnia pomaga nam dokonywać zmian, sprawia, iż ruszamy na poszukiwanie naszych marzeń. I choć przyjdzie nam cierpieć, choć pojawią się trudności, to wszystko jest jednak ulotne i nie pozostawi po sobie śladu, a z czasem będziemy mogli spojrzeć wstecz z dumą i wiarą w nas samych.

Biada temu, kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie – bowiem zawsze dogania nas przeszłość – usłyszy głos własnego sumienia: „A co uczyniłeś z cudami, którymi Pan Bóg obsiał dni twoje? Co uczyniłeś z talentem, który powierzył ci Mistrz? Zakopałeś te dary głęboko w ziemi, gdyż bałeś się je utracić. I teraz została ci jedynie pewność, że zmarnowałeś własne życie.”

Biada temu, kto usłyszy te słowa. Bo uwierzył w cuda, dopiero gdy magiczne chwile życia odeszły na zawsze."

~Paulo Coelho



6.08.2011

Słowo pisane...słowo śpiewane....

Nadal sprzątam...wczoraj pod nóż poszła sypialnia. Rano otworzyłam oczy i miałam wrażenie, że ktoś mnie okradł :D Masa rzeczy zniknęła z pola widzenia. Tak jest duuużo lepiej. Udało mi się też powiesić pranie, które zrobiłam w czwartek...tak, tak, robię pranie, a ono nabiera mocy urzędowej nawet dobę. Nie cierpię wieszać prania, nie lubię go zdejmować, a później nie lubię układać na półki, nie wspominając o prasowaniu. Kandydatka na żonę żadna ;p Dobrze, że umiem gotować..hahahaha.
Dziś jesteśmy obie z Zuzią przeziębione. Zuzi znów ma problemy z pęcherzem. Ostatnio leczyłyśmy zapalenie, ale widać kąpiele w baseniku jeszcze jej nie służą. Ja natomiast wdychałam powietrze "wydalane" przez klimatyzację w samochodzie i jedyną pociechą jest to, że mogę mówić. Gardło i głowa do wymiany. Bolą na zmianę. Nie poddajemy się jednak i jak tylko skończę tę relację jedziemy na zakupy. O 16 idziemy na imprezę urodzinową psiapsiółowego synka, więc musimy prezent kupić.
Znów nie będzie zdjęć, ale w zamian za to proponuję posłuchać kawałka, który od kilku dni bez przerwy towarzyszy mi w samochodzie. Cała płyta jest rewelacyjna !!


Pozdrawia i ściskam i idę szukać słońca, bo gdzieś polazło....

(żeby nie było, dziś okupowałam ze szmatą kuchenne zakamarki, umyłam też okno :))

5.08.2011

Deburdelizacja, czyli ogarniam mój świat :)

Dziś zaczynam dzień od meeeeega uśmiechu :D
Darias, odkąd "mam" Cię w sieci "padanie na cyce" wcieliłam w życie :) Idąc za Twoją radą, zrobiłam kawę i schowałam świat...wiadomo gdzie :)
Inkwizycjo, masz rację, będzie lepiej. Zdjęć szkoda, ale przecież to nie koniec świata :)
Aldona, pewnie na Twoim miejscu zbierałabym już dekoder spod okna i odkładała na nowy :) Szacun za cierpliwość :) 
Aneladgam, Ty zawsze jesteś, kiedy Cię potrzeba :)
Agnieszka, moje utracone zdjęcia miałam tylko ja, więc nie mogę ściągnąć od znajomych, czy rodziny, ale zawsze mogę zrobić nowe, a o tamtych po prostu pamiętać :)

Odnosząc się do tytułu... Zaczęłam wczoraj od umycia samochodu. Błyszczy i już nie mam jaskółczych kup na karoserii. Idąc za ciosem wyrzuciłam masę śmieci, wstawiłam w końcu pranie, polatałam na odkurzaczu, padłam na kolana ze szmatą, zajrzałam w kilka mało dostępnych miejsc (tam to się dopiero działo)... Sprzątałam chyba do 23, a może dłużej. Oczywiście jest jeszcze kilka rzeczy do zrobienia, ale dokończę to dziś. Przede wszystkim muszę powiesić pranie, bo o 23 nie miałam już siły :))) Tak, czy inaczej oczyściłam trochę swoje otoczenie, rano przyjemniej było poruszać się po domu i świadomość powrotu do ogarniętych pomieszczeń też trzyma przy życiu :) Mało tego, sprzątanie jest moim lekarstwem na chandrę, doła bądź inne złośliwości bytu ludzkiego, więc trochę odreagowałam. Ogłaszam więc, że trochę mi lepiej i burdel powoli ogarniam. 

Teraz w oddzielnym akapicie muszę się pochwalić. WYGRAŁAM CANDY U ALICJI :)))))))
Będąc pierwszą wylosowaną miałam prawo wyboru nagrody. Oczywiście napaliłam się na korale :) Dostałam je wczoraj i oniemiałam z zachwytu!!! Przecudnie wykonane, wyglądają obłędnie! Alicjo, bardzo dziękuję za fantastyczny dodatek do mojej dzisiejszej sukienki :D
Korale możecie zobaczyć na blogu Alicji, bo ja nie zrobiłam zdjęcia (nadrobię to dzisiaj po południu). 

I cóż, wracając do dupy (takiej bez gwiazdek i kropek:), zmieniam pogląd na rzeczywistość...
...i pozostanę z dupą, ale moją...i to jaką :)))) 

Pozdrawiam najserdeczniej i dziękuję za wszystko :)



4.08.2011

Niech w tytule będzie "dupa"

Bo tylko tyle przychodzi mi do głowy. Dupa z moim komputerem. Padł dysk i jedyną formą odzyskania danych jest pójście do profesjonalnej usługodajni i zapłacenie. Stracona masa cudnych zdjęć. Bezcenne zdjęcia Zuzi. Nie jestem zła, jestem wqurwiona. I niech mi tylko nikt nie mówi, żebym się nie wyrażała, bo będę :p
Nie wspomnę już o tym, że nie mam komputera. Jeśli uda mi się nie zapomnieć zabrać służbowego z pracy to będę miała sieć w domu. Ale co z tego. Na służbowym nie mogę nic instalować, zapisywać, przeładowywać dysku prywatnymi fotami, że nie wspomnę o wzorach. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
Właściwie to nie powinnam też korzystać z sieci do celów prywatnych.
Dlatego też nie mogę Wam nic pokazać, poza językiem :p

Ale wracając do 'dupy' to chciałabym ją Wam zawrócić blogiem, na który trafiłam niedawno.

Anka i Jej style :)

Tytułowa Anka, córcia Gabrysia, życie i super zdjęcia - POLECAM

Anka i Jej foty :)

Anka robi zdjęcia, super zdjęcia - POLECAM RÓWNIEŻ :)

A co poza tym?   Mam mega bałagan, w życiu, w domu, w pracy. Wszędzie wszechogarniający bałagan. Odkurzacz zadziała w domu bez problemu, w pracy mam niszczarkę i nie zawaham się jej użyć, w życiu to już nie mam niestety złotego środka, a przydałby się!!
Do tego mam brudny samochód, którego nie mam czasu umyć. Nie mam miejsca, gdzie mogłabym odpocząć i nie myśleć o sprzątaniu...

Pozdrawiam i proszę o uśmiech :D




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...