Follow by Email

27.05.2014

Skarby moje

To najlepsza robota jaką miałam w życiu i lada dzień dostanę drugi etat. Już nie mogę się doczekać. Nikt mnie nie zwolni, nikt nie odbierze mi stołka i nie zdegraduje na inne stanowisko. Nagany daję sobie sama, a nagrodę mam zawsze w jednej postaci...DZIECI. Zuzia jest już ze mną 7 lat, 6 m-cy, 3 tygodnie i 6 dni, Zosia będzie najpóźniej za tydzień. To moje największe skarby, jedyne takie i nie oddam, bo bycie mamą to najpiękniejsze co mnie spotkało w życiu. 
Wczoraj polały się łzy :)  Dostałam prezenty od obu dziewczynek (Zosię reprezentował Tata i pomagał w przygotowaniach).
 
Kwiatek od Zuzi :)


I kwiatek od Zosi :)


To najpiękniejsze zdjęcia, jakie kiedykolwiek dostałam. 

Do zestawu laurka od Zuzi



I na osłodę kwiatek


Wszystko piękne i pyszne :)

A na froncie porodowym...Wczoraj już myślałam, że pojedziemy do szpitala. Skurcze coraz częściej i coraz bardziej przepowiadające :) Chyba nie dotrwamy do 04.06 :)

Pozdrawiam
Magda

23.05.2014

Szydełkowa sowa

Lekarz każe leżeć, ale na szczęście nie bezczynnie :) Może i nie mogę siadać do maszyny, ale szydełka i włóczki mogę eksploatować na leżąco :))))) Wyjęłam różne bawełniane kłębki, kłębuszki i resztki i oddałam się przyjemności poszukiwań z serii "co by tu?".  Najpierw zakochałam się w PTASZKACH, ale szukałam dalej. W końcu znalazłam SOWY i TUTORIAL do nich. Zauroczyły mnie, więc machnęłam sobie jedną (puki co) na próbę. Już zawisła na lampce przy biurku Zuzi. Mądrość w czystej postaci :) 



Teraz może jakaś czapunia dla Zosi, albo buciki....Tyle pomysłów, że aż zgłodniałam :) 
Uwielbiam takie powroty do szydełka. Jak nic na nim nie robię, to nawet o nim nie myślę, ale jak już zacznę, to opanować się nie mogę :)

Pozdrawiam 
Magda 

22.05.2014

Becik wymarzony

Jestem już na ostatnim ciążowym OS'ie. Lada moment Zosia będzie z nami. Wczoraj spuchły mi nóżyny i nie mam już kostek. Pewnie zobaczymy się po porodzie :) Koleżanka powiedziała mi dziś, że spuchnięte nogi to znak o końcu ciąży. Niby jeszcze 2 tygodnie, ale kto wie, czy to nie dziś :) 
Moje rzeczy jeszcze na wierzchu, ale już zebrane w jednym miejscu (prawie wszystkie).Torba dla Zosi spakowana od 2 tygodni, ale brakowało mi becika/rożka. Pamiętając o tym, który kupiłam, gdy byłam w ciąży z Zuzią uznałam, że Zosi muszę uszyć sama. Kolory sklepowych mnie przerażają i budzą złe stany emocjonalne. Powstała więc kwestia materiału. Jak już wiecie, lubię szukać tkanin w lumpeksach i tym razem poszłam w tę stronę. Polowanie nie było trudne. Cel leżał cichutko w kąciku i na mnie czekał. Dziecięca poszewka na kołderkę. IDEALNA!!! Z jednej strony kremowe serduszka na kawowym tle, druga strona odwrotnie. Do tego bejbiątka z Kubusia Puchatka. Wyszliśmy razem zostawiając Pani w kasie 4 PLN. 


Kubusiowe postaci nie zostały wykorzystane, ale czekają na swoją kolej. Serduszkowa tkanina natomiast przeistoczyła się w mój wymarzony, dziewczęcy becik/rożek/kołderkę - wszystko w jednym. Jestem cholernie z niego zadowolona i dumna, bo to pierwszy, który uszyłam i do tego sama go sobie wymyśliłam :) Nic skomplikowanego w zasadzie, ale  czemu nie cieszyć się z cudownego efektu :) 

Becik ma wymiary 79/79 cm.
Zamiast rzepu, który pojawia się w sklepowych becikach zrobiłam wiązanie. Zawsze to dodatkowy element, który małe rączki będą mogły targać. I wg mnie wygląda ładniej.
Wewnątrz jest podwójnie złożona ocieplina. Dzięki temu w letnie dni będzie idealna, żeby położyć Zosię, a w chłodniejsze dni ogrzeje. 


Do kompletu uszyłam kwadratową podusię. Wykorzystałam każdy cm tkaniny.



Falbanka z bliska


***
Nie mam już siły na szycie, choć chęci mam ogromne. Brzuch mam już duży i ciężki :) Siedzenie mi nie sprzyja, a lekarz też odradzał takie formy sportu. Becik w związku z tym to prawdopodobnie ostatnia rzecz przed porodem. Nie chcę urodzić wcześniej, niż kalendarz przewiduje. Teraz muszę korzystać z ostatnich chwil, kiedy mogę posiedzieć, nic nie robić i nie pędzić do karmienia :) Już za chwilę nasze życie odwróci się do góry nogami i muszę być na to gotowa (o ile to możliwe). Termin cc mamy na 04.06, więc od dziś dwa tygodnie. Jeśli wcześniej nie wylądujemy w szpitalu, to jeszcze się odezwiemy :)

Pozdrawiam
Magda 








15.05.2014

Pepitka na sportowo

Kolejna rzecz, o której wspominałam. Upolowana razem z koszulką. Wzór od razu wpadł mi w oczy i nie było mowy, żeby ta kiecka nie wyszła ze mną. Tysiąc pomysłów miałam na nią zanim jeszcze zapłaciłam  Wczoraj nareszcie doczekała się pierwszego cięcia. Poznajcie ją jednak przed spotkaniem z nożycami.
Duża kiecka w rozmiarze XL. Nie było szans, żeby jej nie zauważyć.




I rozsądek podpowiadał, żeby ją po prostu zmniejszyć, ale wyobraźnia działała w podziemiu i miała inny plan.
Tym samym, pamiętając o wykroju spodenek wykorzystanym do piżamki, zabrałam się za spodenki, ale takie bardziej "ą, ę". Spodenki dla Zuzi naturalnie.

Ciach, mach na podstawie wykroju.
Do tego kieszenie wpuszczane sobie wymyśliłam.

(tu są najwierniejsze kolory)

I po 2, czy 3 godzinach spodenki były gotowe. Wykorzystałam podłożenie sukienki i wykroiłam spodenki tak, żeby podłożenie było na dole nogawki. Oszczędność czasu i materiału. W pasie zrobiłam gumkę i 
pasują na dupkę idealnie.
Zu zgarnięta z dworu, więc zdjęcia na szybko, spodenki wciągnięte w locie. Stylówa bardzo kolorowa, ale zwróćmy uwagę na spodenki :)


Kieszenie dość głębokie, żeby ręce swobodnie włożyć i coś ukryć ewentualnie. Wygodne, elastyczne ( w składzie materiału jest elastan, wiskoza i coś jeszcze, ale wszystko to razem rozciągliwe w jedną stronę).


Teraz, na zdjęciu widzę, że wzór mi się na półdupkach rozjechał, ale pierwszy raz szyłam taki printowy materiał i nie przemyślałam tego. Ale przód jest ok :)

Pozostał jeszcze spory kawałek kiecki. Cięłam ją od dołu i została górna połowa ( a może troszkę więcej). I plan jest na bluzę, albo marynarkę dla Zu. Może jeszcze przed porodem uda mi się ją uszyć. Trochę mi już ciężko przy maszynie siedzieć. Brzuchal mnie ciśnie, muszę wstawać i prostować gnaty :)
Gdyby jednak się udało, to się chwalić będę. 


Pozdrawiam i do następnego
Magda


12.05.2014

Jak zmniejszyć bluzę pokazuję :)

Dziś, po kilku tygodniach, zabrałam się w końcu za bluzę, którą kupiłam dla Zu. Jej zalety w formie ceny (5 PLN) i zaraz potem wyglądu wzięły górę nad rozmiarem. Bluza była o 4 lata za duża :) Metka mówiła o 12-13 latce. Bluza prosta, więc to była idealna robota na dziś. Nie było żadnego prucia, tylko cięcie, gięcie i szycie :) Z rozpędu, brak zdjęcia przed, ale to tak mało istotne. Chodzi tu o radość szycia, odmóżdżenie i skok w dal od codziennych cudownych informacji, jakie potrafią na mnie spłynąć. 
Do rzeczy więc..
Zgarnęłam z kratki z praniem Zuzową bluzę w rozmiarze odpowiednim i położyłam na przerabianej celem zdjęcia miary :) 


Po zdjęciu było cięcie i wyrównanie do prawej :)


Potem, żeby po równo było z każdej strony, przerabiana bluza na pół i równanie drugie strony...znowu do prawej? :) 


Oczywiście rękawy zostały skrócone po czym nastąpiło zszywanie szwów ściegiem overlockowym (szumna nazwa).

Następnie odzyskałam ściągacze z rękawów, przypięłam cztery razy zastanawiając się, czy aby na pewno wszystko w dobrą stronę...


...przyszyłam...


...i bluza gotowa :) 


Nic spektakularnego. Po za samą bluzą, która mało tego, że ombre, to jeszcze kryształki błyszczące ma :) 
To była tylko rozgrzewka przed tym, za co się zabieram :)

***
Pozostał mi miesiąc do porodu. Czas tak mi spiernicza przez palce, że nie ogarniam. Torbę mam spakowaną w 3/4 dla Zosi. Moja nawet nie istnieje. Cały czas wydaje mi się, że czegoś brakuje mimo, że szafa pełna Zosiowych rzeczy. W czwartek wizyta u lekarza, więc już będziemy znali konkretny termin cc. Już nie mogę się doczekać. To będą nasze najcudowniejsze wakacje :) Zuzia bardzo się cieszy, że będzie miała siostrę, a ja, że będę miała kolejną gwiazdkę :)

Pozdrawiam

Magda

09.05.2014

Refashion, czyli szyjemy z uszytego.

Ostatni konkurs natchnął mnie do przeróbek. Mimo szafy zapchanej ciuchami do przerobienia musiałam odwiedzić lumpeksik i poszukać czegoś nowego :) Nie było to trudne. Jeden rzut okiem z daleka na wieszaki i trafiłam na kwiecisty wzorek. Podeszłam, pomacałam, zdjęłam z wieszaka, a tam super bluzka w rozmiarze xxl za całe 3 PLN :) No nic, tylko brać. 


Znalazłam wykrój szortów w Burdzie dla dzieci i przednią część bluzki wykorzystałam na wykrojenie spodenek. 


Tylna część bluzki przeistoczyła się w koszulkę. Wykrój zrobiłam na podstawie gotowej koszulki Zuzi. 
Tym  sposobem powstała piżamka dla Zuzi. Naturalnie już przetestowana :) 


Wykorzystałam wszystko, co mogłam. Kieszonka, która była przyszyta z przodu bluzki wylądowała z tyłu spodenek. Nic się nie zmarnowało. Zostały tylko jakieś ścinki materiału. 


Rzut na obszycie rękawków i dekoltu. 


Satysfakcja nie do opisania z wielu powodów. Zu ma nowy ciuch. Koszt 3 zł. Maszyna robiła to, co chciałam. Nic mi się nie plątało. Igła szła jak jej grałam. Cudowne szycie z cudownym efektem.
Mało tego, po raz pierwszy zrobiłam coś od A do Z na podstawie wykroju z Burdy. Może nic skomplikowanego, ale do tej pory byłam w tej kwestii dziewicą :) Wszystko robiłam na podstawie gotowych ubrań. Teraz już wiem, że Burda ma swój cel :) I to, że posiadam kilka jej egzemplarzy nie może się zmarnować. 
Wykrój szortów jeszcze na pewno wykorzystam. Tym razem na takie do "latania". 
Wizyta w lumpeksiku była bardziej owocna i przyniosłam więcej rzeczy, ale nie wszystko na raz. Powiem tylko, że będzie pepitka na sportowo.

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na kolejne przeróbki. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...