Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blablabla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blablabla. Pokaż wszystkie posty

10.03.2014

Wiosna...

...z gilem do pasa.


Było tak pięknie. Zuzia dziś wstała bez podwyższonej temperatury i poza katarem, który nie pozwalał jej oddychać, wszystko było ok. Wybrałyśmy się więc na cuuuudowny spacer z psem. Wlokłyśmy się godzinę w słońcu. Pies już nie dawał rady, a my dzielnie do przodu. Pogoda była piękna, kwiaty pachły i takie tam :)
Wróciłyśmy do domu, obiadek, trochę TV, trochę rysowania i giga powrót kataru. Godzinę temu Zu padła znowu z gorączką 38 i śpi. Nie wiem, czy głupia matka, że zabrała dziecko na spacer, czy wirus łajza, że tak trzyma? Jutro jedziemy na kontrolę do lekarza.
A dla Was słit focia :)


i Zu z naszym maleństwem :)


Pozdrawiam 
Magda



8.03.2014

Weekend na kanapie

Taki ładny dzień, a my udupione w domu. Zuzię wczoraj dorwał wirus i walczymy z temperaturą i zakrętasami w główce. Plany były wyjazdowe, ale choróbsko musiało nam wszystko popsuć. Siedzimy więc w domu i snujemy się między kanapą, łóżkiem Zuzi, a kuchnią. Ja zakichana, ale mam nadzieję, że ten sam wirus nie przelezie na mnie, bo nie chciałabym się o szpitalne łóżko podpierać. 
Nadal dziergam entrelacowy kocyk, chociaż mozolnie mi to idzie. Cały czas tłumaczę sobie, że mam czas do jesieni :) Wcześniej jednak chciałabym zrobić koszyki ze sznurka. Jeden marzy mi się duży, w którym zmieszczą się kocyki dla Zosi. Potrzebuję też kilka mniejszych na gadżety dla bobaska i jeden na pieluszki. 
I w związku z tym mam prośbę do Was. Jeśli znacie jakiś konkretny sklep w internecie, gdzie można kupić sznurek do wykonania takich koszyków, to byłabym wdzięczna za podpowiedź. Chodzi mi o sznurek sprawdzony. Widziałam taki w kilku sklepach, ale nie wiem, z którego zamówić, a nie chcę bawić się w testerkę i kupować kota w worku. Z góry dziękuję za pomoc.


Pozdrawiam

(na zdjęciu kolejna czapka dla Zosi)




14.02.2014

Tytuł taki oczywisty


Wczoraj po powrocie ze szkoły Zuzia powiedziała, że musi zrobić walentynkę. Pytam
- Dlaczego musisz?
- Bo Pani powiedziała, że każdy ma zrobić.

He??? Ma zrobić?? Dla kogo? Dla chłopaka? Dla miłości jej życia?
Te dzieci mają po 7-8 lat. Wkręca im się walentynkowy szał od mało należytej strony. Moje dziecko miało chwilowy stres, że przecież ona nie ma chłopaka. I dla kogo ona walentynkę zrobi????

Dramat rozgoniłam i Zuzia wpadła na pomysł, że obdaruje swoje dwie najulubieńsze koleżanki. Zrobiła dwie piękne walentynki ze słowami duuużej sympatii :) A ja miałam wkład taki, że do 1:00 siedziałam i szydełkowałam dwa malutkie misie z serduszkiem na brzuszku, jako dodatek do kartek. Wszystko wyszło naprawdę słodko. Niestety nie zrobiłam zdjęć, bo było późno, a rano był, jak zwykle, wyścig z czasem :)

Szkoła wyserduszkowana, dzieci ubrane na czerwono. W powietrzu unosi się łuna oczekiwania na walentynki. Jak zwykle, od lat, w szkole stoi skrzynka na walentynki, a potem dzieciaki ze starszych klas roznoszą je obdarowanym :) 

Tylko się kochać <3
Ja kocham i mnie kochają i jest cudownie. Nie tylko dziś, ale każdego dnia.
Zuzia dała rano buziaka, Słońce me bukiet :D, Zośka skopała należycie :) Dzień rozpoczęty cudownie. 
I równie cudownie pozdrawiam :)

4.12.2013

Wracam

...a gdyby tak powrót zza światów?
Bez wielkich tłumaczeń, a tylko z malutkimi, dla tych bardziej wnikliwych?
A może znów będziecie do mnie wpadać, jak kiedyś?

Stęskniłam się, mam więcej czasu na wszelkie przyjemności, więc i tę odświeżę i zadomowię się na nowo. Wróciła wena, pomysły i chęci do dziubania w nitkach. Na drutach robi się golf dla Zu, a na szydełku popierdułki świąteczne. Wkręcam się na nowo i na nowo zapraszam.

Pozdrawiam

Magda








8.03.2012

Z przedszkolną piosenką na ustach :)




Chodzą dziś panowie po mieście, 

bo dzisiaj jest ósmy marca - nareszcie! 
Chodzą ci wąsaci i ci z brodami, 
i gładko wygoleni, i ci z baczkami. 
I wysocy, i niscy, i grubi, i chudzi. 
Chłopcy także biegają, żaden się nie nudzi. 
(...)Panowie, dość! Chłopaki, stop! 
Naprawdę już dość fiołków, stokrotek i róż! 
Teraz róbcie sami bukiety 
z tego, co najbardziej lubią kobiety: 
z ukłonów, z uśmiechów i uprzejmości, 
a za to, żeście czasem byli niegrzeczni — 
przeproście! 

("8 marca" Danuta Gellnerowa)


(foto by Szydełko)

Chodzi m i jeszcze po głowie piosenka, którą śpiewaliśmy będąc w przedszkolu. 
Dzień Kobiet, Dzień Kobiet, niech każdy się dowie
że dzisiaj jest święto dziewczynek... :)

Wszystkim Kobietkom życzę miłego, udanego dnia :)

Pozdrawiam


7.03.2012

Choroba egzotyczna i niewypowiadalna*

Większość dni lutego przesiedziałam w domu z Zuzią. Jak nie angina to inne dziadostwo. W tym tygodniu poszła do przedszkola, ale chrypę ma nadal. Krąży jakiś wstrętny wirus i po kolei rozkłada struny głosowe. U mnie w biurze lepiej pisać maile, bo przez telefon ciężko niektórych zrozumieć. Ja od trzech nocy śpię jak zając za miedzą. Jakieś palpitacje serca mnie podrywają z łóżka. Dziś od rana mam gorączkę i prawie leżę na laptopie w pracy (teraz się podniosłam, żeby coś napisać). Marzy mi się powrót do domu i leżenie pod kocem.
Przyznaję się bez bicia, że zmieniłam wierzchnią garderobę na bardziej wiosenną i pewnie dzięki temu tak cudownie się czuję, ale już nie mogę patrzeć na płaszcz, w którym mi po prostu gorąco.
...
Kilka godzin później...

Tak sobie zdychałam będąc w pracy. Z jakiegoś powodu przerwałam pisanie. Pewnie dlatego, że BYŁAM W PRACY :) Teraz nadaję z kanapy domowej, nie mniej jednak stan podgorączkowy utrzymuje się niezmiennie. W moim przypadku nie ma mowy o 39 stopniach. Zabija mnie jedyne 37,5. Taką już mam konstrukcję, że to co innego nie ruszy mnie męczy potwornie. Nic to jednak, żyć zapewne będę, tylko przetrwać to jakoś muszę. Dla poprawienia nastroju zahaczyłam o osiedlowy kioseczek w celu nabycia Burdy. Nie zdarzyło mi się jeszcze nic burdowego uszyć, ale namiętnie ją kupuję. Dziś niestety już nie było, ale była za to Burda Kids :) Myślałam, że już nigdy nie trafię na dziecięce wydanie, a tu taka niespodzianka. Jest kilka modeli, które pojawiły się w wydaniach comiesięcznych, ale jest też kilka sukienek, które chętnie uszyje mojej Zuziuli :)

Na każdą okazję, chociaż ja wybrałabym inny kolor.



Kostium plażowy. Banalnie prosty, a jaki uroczy. I to zdjęcie :)


Lniana, kopertowa bluzka.


I mój numer jeden. Urocza sukienka z kołnierzykiem. Jest boska. 


Modeli jest naprawdę dużo i jest z czego wybierać. Już sobie obiecałam, że wezmę się do roboty. Muszę tylko uzupełnić pudło z tkaninami o batysty, bawełny, gabardyny itp.. :)

Zmieniając temat... Trochę mi się pozmieniało na blogu. Grzebałam, zupełnie niepotrzebnie, w szablonach i tak  mi się popieprzyło, że nie mogę wrócić do poprzedniej wersji. Trochę mnie to wkurza, ale może się przyzwyczaję. 

Pozdrawiam i resztę sił wykorzystam na kliknięcie PUBLIKUJ POSTA

*tytuł: cytat z Pingwinów z Madagaskaru :)

kto mi zrobi herbatę na ochotnika?

20.02.2012

Takie szybkie dobranoc :)

Jaki jest dowód na to, że niania poświęciła dziecku 100% siebie i podarowała porcję aktywności?
A no taki, że po powrocie mamy do domu, dziecko kładzie się obok, po chwili zamyka oczy i chrapie w najlepsze :D Zuzia, z uwagi na to, że jest chora, została w domu z nianią. W tej chwili śpi w najlepsze :)
Zdążyła opowiedzieć, że bawiła się w chowanego, odbijała piłeczkę, balon, rysowała, grała w karty, w gry... Po wstępnych oględzinach odnotowałam również skakanie po maminym łóżku :) I wcale mnie fakt jej spania nie cieszy, bo po całym dniu chciałam ją potulić, ale zdaje się, że jej na dziś już wystarczy :)
Żeby nie było, że tak z pustymi rękami, to chociaż kota pokażę :) A Wy sobie zgadujcie, która to kota z moich dwóch :)



Pozdrawiam i jakiegoś zajęcia sobie szukam :) Zwykle o tej porze smyram Zu po stópce :)

8.02.2012

Skończony remont i dziergany komplet.

Skończyłam moją sypialnię :) Od rozpoczęcia pakowania do przykręcenia ostatniej śrubki zajęło mi to dwa tygodnie.  To najcudowniejsze miejsce w całym mieszkaniu. Po pierwsze wygląda tak, jak chciałam. Po drugie, jest wolne od zabawek Zuziowych :) Po trzecie, wszelkie zbędne przedmioty i takie, które nie koniecznie muszą stać na wierzchu są schowane w mojej przepastnej szafie :D Po czwarte, jestem dumna jak PAW, bo poza szafą wszystko zrobiłam SAMA :) Pomalowane, poskręcane i ustawione moimi własnymi rękami. Wniosek mam tylko jeden - JESTEM GENIALNA (tu śmiech a'la czarownica zza światów). Co prawda szczerze miałam dosyć malowania, ale dzielnie dotrwałam do końca i w finale rzuciłam na ściany kolor, którego byt na początku był wątpliwy, a na finiszu był właśnie TYM wymarzonym. Kolor nazywa się Kawowa Pralinka i tak właśnie wygląda. Doskonale pasuje do białych i czarnych elementów wystroju. Panie i Panowie, skończyłam i na tę chwilę mam dość remontów. Dla zaspokojenia ciekawości Waszej i chwalipięctwa mojego zdjęcia.

Widok ściany lewej, znaczy tej, która była turkusowa. Komoda Aspelund, IKEA. Pudełka celowo stylowe, aby mogły jak najdłużej stać nierozpakowane :) A komoda prawie pusta stoi :) (nie chce mi się układać papierów).



Widok przeciwległy :) Stolik Lack na kółkach, IKEA okupowany dołem przez dziergadła i nową Burdę :) Połać oprószona poduszkami to moje łóżeczko 200/180. Malutkie takie. 


A z łóżka widzę białe powierzchnie kryjące skrzętnie to, co schowane być musi. Oto moja Komandor szafa :) Trójdrzwiowy potwór (trzecie skrzydło się nie załapało). Fotel już odlicza swoje godziny, niedługo zniknie.
Trójpasmówka widoczna po odsunięciu lewego skrzydła :)


Tyle z frontu sypialnianego. Od tej chwili, wszystko, co będzie się tu działo to moja słodka tajemnica :)

W sobotę wrzuciłam na druty Yarn Art Schetland celem zrobienia Zuzi szalika. Kupiłam dwa kolory, melanżowy fiolet i melanżowy bordowy. Wymyśliłam szalik w paski dziergany ryżem (chyba tak się to nazywa) i między ostatnimi malowaniami pralinką machnęłam dla rozluźnienia cieplucha. Włóczki zostało sporo, więc czapkę musiałam wykombinować. Wybrałam beret Mochi Plus Tam, którego opis kiedyś znalazłam u Zdzid. Dzierga się go błyskawicznie i bardzo mi się podoba. Zuzia jest zachwycona swoim nowym kompletem. Sami zobaczcie :)


Z boczku

I pod baldachimem :)


Na koniec dodam tylko, że do końca tygodnia jesteśmy na zwolnieniu. Zuzia doigrała się antybiotyku, ale już czuje się lepiej.
Jutro bal przebierańców i muszę stuningować jej sukienkę hiszpańskiej tancereczki :)
Pozdrawiam

27.01.2012

Tryumf na froncie :)

Jedną bitwę przegrałam, ale wojna nadal trwa.
Front remontowy
Godzina, ok. 20.30
Szybka reakcja komórek podczas budowania z klocków lego...
Szturmem na szarą ścianę.
Taśma malarska w dłoń.
Ładuj pędzel!
Maluj!

 Ja w natarciu :)
górą ją...


...i dołem :)
 el kulo samo się tak wypięło :)

Ta bitwa należy do mnie. Paski zakryły najgorszą smugę w miejscu, gdzie byłoby ją widać po otwarciu szafy. 
Teraz zza wieszaków wyłaniać mi się będzie moja własna czteropasmówka :)


Brudnymi listwami się nie przejmuję, bo zakryje je podłoga szafy. Podobnie smuga nad podłogą :D

To tyle na dziś z frontu.
Over

Zmalowałam sobie masakrę

Z wolna zaczynam powątpiewać w swoją inteligencję i umiejętność logicznego myślenia. Namachałam się wałkiem dwukrotnie, żeby ścianę przeobrazić z seledynu w biel tylko po to, żeby trzecią (i czwartą) warstwę zrobić szarą! Jakbym nie mogła od razu. A miałam barwnik i farbę do barwienia. Ekscytacja remontowa odebrała mi rozum. 
Idąc dalej,to ja zostałam zrobiona na szaro... Najpierw łączenie barwnika z farbą wprawiły mnie w ogłupienie radosne...

...po to tylko, żebym później mogła dwukrotnie pomalować ścianę, a na koniec rzucić siarczyste kurrrr...cze! 
Mazało się to (farba bazowa do dupy jakaś była) i zostawiało smugi. Myślałam, że po drugim razie będzie dobrze, ale...

...szarości pozostawiają wiele do życzenia i zrobiły mnie na szaro. No żeby po czterech warstwach nie mieć idealnej ściany!!!! Fachman pewnie by mnie wyśmiał.
Teraz wmawiam sobie, że to kosmiczny pył mi ktoś po ścianie rozmazał i że tak ma być. Dziś już nic z tym nie zrobię, bo mam siły tylko do siedzenia na tyłku, a na dłoni odciski.. Jutro pędzimy na imprezkę urodzinową, więc od rana będę generować moce, ale już w niedzielę :) coś wymyślę. Musi być idealnie, bo za każdym razem jak otworzę szafę, będę to oglądać. 
Najważniejsze, że ściany okołookienne i grzejnik są białe, bialusieńkie i nic z nimi nie muszę robić. Ściany zygzakowe, traktowane wcześniej turkusami zostawiam nieruszone. Jak już szafa stanie, wtedy wybiorę kolor. Planowałam szary, ale niech spada :) 
Pozdrawiam serdecznie i odpoczywam

26.01.2012

Na remontowym froncie



Moja sypialnia zmienia oblicze.
Nie małe, a wręcz kluczowe zadanie mają tu moje mięśnie. Wszystkie, łącznie z pośladkowymi :) Cały pokój maluję sama, a nie mała to gratka malować na biało ściany, które są oliwkowo-seledynowo-turkusowo-brudne. Tak wyglądały po ostatniej metamorfozie. TU, na moim pierworodnym blogu meldowałam zmiany. 
   

A tak  wyglądało to dziś po pierwszej warstwie.


Z boku widać jeszcze elementy meblowe, które to dziś z dumą pożegnałam. Służyły lata całe, ale czas meblościanki, czy też segmentu dobiegł końca (trafił w dobre ręce).
Prezentacja na chwilę przed opuszczenie terenu :) Elementy ozdobne to moja radosna twórczość :)


Wracając do malowania. Łudziłam się, że to taki fun będzie, a tu mięso leci z mych ust i zamieniam się momentami w prawdziwego "mietka". Co kilka metrów nachodzi mnie ochota przycupnąć w kąciku i przyjąć browarek :) Nic z tych rzeczy jednak, ocieram pot z czoła i dzielnie maluję. I nie jest tak, że nikt nie oferował mi pomocy. Ja już taka samośka jestem, wszystko zrobię JA i dziką satysfakcją okraszę wykończoną sypialnie. 
Nie obyło się oczywiście bez pomyłek technicznych. Rozemocjonowana wybierałam farbę i wałki. Cóż zrobiłam? Kupiłam 1L (słownie: jeden litr) białej extra farby i wałek, najbardziej puchaty, jaki był. Gdzie błąd pytacie? Moja sypialnia nie jest ogromna, ale litrem farby to ja sobie mogłam grzejnik pomalować i machnąć okno dookoła. Wałek przecudny, mięciutki...szkoda, że z gęstą farbą opornie działał. Farba oblepiała wałek i ledwo się to kręciło po ścianie. Nie zmieniłabym jednak sprzętu, gdyby nie film instruktażowy. Znalazłam na jutubie, jak pomalować pokój :) I tam, mądry pan powiedział, że do gęstej farby wałek z krótkim włosiem ma być. Dziś rano poleciałam po nówkę wałek i szło dużo lepiej. Farbę też dokupiłam oczywiście :)
Nie rozciągając zbyt tematu, pomalowałam wszystkie możliwe ściany dwukrotnie. Ze względu na szeroką paletę barw będę musiała pomalować jeszcze raz. Pocieszam się, że trzecie malowanie to już będzie czysta przyjemność. Ach, zapomniałabym...kupiłam też 20m2 folii ochronnej. Podłogę należy chronić, a właściwie oszczędzić sobie jej szorowanie po robocie. Wyszłam jednak z odrobinę innego założenia. Rozłożyłam jej kawałek pod jedną ścianą, po czym musiałam poświęcić dodatkowe pół godziny na szorowanie białych  kropek. To była taka wysiłkowa wisienka na torcie :) Potem zdzierałam kropki z siebie. Te na rzęsach były urocze :)
Jutro zamierzam skończyć malowanie i być z tego dumna. Powierzchnie płaskie będą gotowe na przyjęcie mebli. Komando(r) Majster przyjdzie we wtorek montować szafę. Do tego czasu wszystkie rzeczy okupują duży pokój, zwany pieszczotliwie salonem i Zuziowy pokoik. Generalnie mamy taki pierdutnik, że masakra. Jest jednak akcent, który zza kartonów i pudełek rzuca odrobinę światła :)


Pozdrawiam i oddaję się relaksowi

23.01.2012

Po weekendzie...

Dziś rano Zuzia zabrała kociaka do przedszkola, żeby pokazać paniom, jak mama ładnie szyje :) Dodała też, że kotu należą się ręce i sukienka, bo przecież to dziewczynka jest :) Czy potrzeba jakiejś większej motywacji do dziergania dla dzieci??? Ja nie widzę potrzeby intensyfikacji pochwał. Jedna, z ust własnego dziecka wystarczy. Aczkolwiek Wam wszystkim chwalącym również dziękuję :)

Kolejny tydzień pracownika zgnębionego się zaczął. Od 6:oo do 7:oo walczyłam ze sobą, czy wstać i pójść do pracy. Obowiązkowość jednak wzięła górę i oto nadaję zza firmowego biurka. Eksport & import nie pozwalają relaksować się spokojnie w warunkach domowych. Trzeba przyjechać, posprawdzać, poprawić, odprawić. Ale niecny mam plan :) Za chwilę niedługą, machając wnioskiem urlopowym, stawię się w drzwiach szefa i grzecznie wyjaśnię potrzebę czasu wolnego. Poza tym, że muszę w końcu zaliczyć fryzjera, to pod koniec tygodnia mam montaż szafy i muszę wyczyścić pokój do zera i pomalować, by był gotowy na przyjęcie montera.Oby miał lepszą poziomicę niż "mietki" u Intensywnie Kreatywnej (pozdrawiam) :)

Weekend przebimbałam, nie dziergając kompletnie nic. Sweter zawisł na rzędzie osiemdziesiątym którymś i czeka na swoją kolej. Muszę ręce kocie machnąć i w końcu wyjąć maszynę. Mam dwie tkaniny, które muszę, bo inaczej się uduszę. Jedna to dżins na mini z szeroką gumą w pasie, a druga to czarna dzianina, która przeistoczy się w spódnicę z metalowym zamkiem na tyłku. Podobną (mam nadzieję) do tej, proponowanej w najnowszej Burdzie.
Edit (14.43)
Tak mi teraz do głowy przyszło, jak ona w tej kiecce wlazła na rower? :) Bo chyba nie wzięła go, żeby jej do torebki pasował.

klik na foto po źródło

Nie wspominam już o pięknym jedwabiu, którego 2m czekają cierpliwie na przeistoczenie się w COŚ, o białym batyście, który najchętniej stałby się koszulą letnią i kilku innych, które leżą w pudłach, a ja nawet nie pamiętam, że je mam. Jak stanie szafa i czas porządków nadejdzie, to wszystko zostanie odkryte na nowo :)
Pozdrawiam i drukuję wniosek :)

EDIT z godziny 14.40
Urlop do piątku podpisany!!!!! :) Zresztą, nie było żadnego problemu. 

Pozdrawiam :)

16.01.2012

Skróciak

Nie dane mi chyba cyknąć zdjęcia i się obrazowo uzewnętrznić. Zuzia znowu chora. Ospa zdaje się ją osłabiła i złapała przeziębienie.Dziś 4:15 pobudka i ratowanie dziecka od ataku kaszlu. Dwie godziny walczyłam. To woda, to syrop taki, to siaki. W końcu się udało i Zu zasnęła, a ja musiałam wstać do pracy.

Na drutach nadal mam Summit, na drugim komplecie zaczęłam robić sweter. Dokonała rewelacyjnego odkrycia sieciowego, wpadając na blog Effci zachwyciłam się jej malutkimi, kobiecymi sweterkami. Pozwoliłam sobie skorzystać z jednego z opisów wykonania i robię Ruby. Robię go z wełny, więc nie będzie maleńki, ale za to ciepły :)

Kończę na razie, bo w pracy mam dziś audyt, przez duże A :)

Pozdrawiam

Aaa, u Was też taka zima?

:)


12.01.2012

Wstawka informacyjna

Melduje na szybciocha, że żyję. Czas mi przecieka przez palce i brakuje go wciąż do zrobienia zdjęć i pokazania cóż me ręce uplotły. Plotą jednak nieprzerwanie i ciągle im mało. Odezwę się wieczorem. Chętnie pokażę, z kim śpi moja córka, co zamówiłam i już mam, co zamówiłam i czekam na przesyłkę, co kupiłam i cóż się z tego dzierga. Cosiów trochę jest, więc do zobaczenia później.

Paa

13.12.2011

Uwijam się, uwijam....

Nie piszę, jakby zastój mnie dopadł. Nic bardziej mylnego :) Otóż tworzę bez końca. Nie ma dnia, żeby coś nowego - światecznego nie powstało. Złoty Krój na razie na boczek odłożyłam, ale mam go na widoku :)
Od ostatniego wpisu zrobiłam 4 bombki karczochowe. Jedna wielka (5 m czterocentymetrowej wstążki), jedna średnia i dwie małe (7 cm).  Zaczęłam robić kolejną małą. 
Do tego w międzyczasie przygotowałam niespodzianki na Wymiankę Świąteczną u Lucyny . Paczucha już oczywiście wysłana. Odpoczywając od bombek wydziergałam trzy gwiazdeczki szydełkowe, które wczoraj, zaraz po powrocie z pracy rzuciłam do Ługi i upięłam szpilkami :) Już są pięknie usztywnione i zawisną na oknie kuchennym (na które to będę lada chwila szyła zazdroskę świąteczną).
Wczoraj wracając z pracy zajechałam szybciochem do sklepu, żeby dokupić świeczki. Tym razem kupiłam 16 szt. i będę je zdobić tak jak ostatnio, gwiazdkami. Trochę na zamówienie, a reszta jako dodatki do prezentów. 
Do tego muszę jeszcze uszyć dwa chusteczniki (takie do chusteczek obiadowych). Pani z przedszkola Zuzi poprosiła o uszycie chustecznika na podłużne pudełko, ale to już zrobię po świętach, bo mam lekki niedoczas :)
Bezzdjęciowo, bo nadaję zza biurka pracowniczego. :)

Plany mam szerokie i kreatywne jak zawsze :) Będąc w pasmanterii zaopatrzyłam się w piękną, granatową tkaninę, z której to zamarzyłam uszyć sukieneczkę "pensjonarkę" dla mojej Zu. O taką, z białym kołnierzykiem (klik na foto po źródło).


Kupiłam też kawałek lnu i już mam koncepcję na serwetki obszyte koronką. Jedną zresztą wczoraj uszyłam :) ...a tak na próbę :)
Aż mi się w głowie kręci od pomysłów. Ale ja uwielbiam tę robotę :))))
Pozdrawiam serdecznie i postaram się wieczorem uraczyć Was zdjęciami moich tworków.

20.11.2011

Upolowane

Pewnego dnia, a dokładnie TU wspominałam o zakupie extra swetra w szperoM. Całkiem niedawno też kupiłam super, skórzaną spódnicę. To dobry powód, żeby pokazać Wam oba cuda :)
Sweter do wykonania w warunkach domowych. Trochę warkoczy i gotowe. Kolor zarąbisty musztardowy. Dla mnie bomba. Rozmiar swetra 44, a ja noszę 38. Oversize to coś dla mnie :)



Na skórzaną spódnicę polowałam już od jakiegoś czasu. Na tę trafiłam zupełnie przypadkiem. Pani w SH miała ją niemal pod ladą :) Ale ją wyciągnęłam bez skrupułów. Kosztowała mnie 11 PLN. Jest w stanie idealnym. Muszę tylko przyszyć porządnie guziki, bo latają i zlikwidować/wymienić klamrę na pasku. Jest mega wygodna. Dzięki temu, że nie jest zszyta z przodu można w niej nawet biegać :) Idealna do pracy. Długość grzeczna - nad kolanko, ale wystarczy dobrze nóżką machnąć i widać udo :)
Zestaw idealny. Koszt 33 PLN. Czy mogę być niezadowolona? :)



Jakoś nie mogę w tym roku dorobić się żadnego ocieplacza na. Ciągle coś dziergam, a nic nie kończę. Gail kobaltowa jest już spora, ale przerwałam robienie jej z bliżej nie określonych powodów. Gail różowa przeszła w posiadanie Zuzi  Wczoraj zaczęłam robić kolejnego cieplucha. Może przed pierwszym śniegiem będę miała co założyć na szyję :)

A taką rozrywkę miałam wczoraj wieczorem. Zuzia zrobiła dla mnie przedstawienie. Ofelka siedziała w loży VIP'ów :) Zgadniecie, jaka to bajka?


Witam nowych Obserwatorów. Jest już 50 :) Miło mi, że do mnie zaglądacie i zostawiacie po sobie ślad.
Pozdrawiam wszystkich i życzę miłej niedzieli.

17.11.2011

Co mnie dzisiaj zachwyciło...

To jest najlepsze zdjęcie na dziś. Cudne kolory!

(klik na foto po źródło)


Super zdjęcie i fantastyczna modelka...a to tylko reklama butów (które nie robią na mnie wrażenia zupełnie).


Z całą moją miłością do toreb i torebek. Najjaśniejsza Pani Chanel!!!!!
Love this bag :) Ona zawsze mnie zachwyca. 
(jeszcze takiej nie mam, ale zaręczam, że nadejdzie ten dzień)


Nie wątpię w użycie Photoshop'a przy tym zdjęciu, ale i bez tego modelka pozostaje piękna. Pal licho jej cycki i płaski brzuch. Ja tu widzę mega spojrzenie, piękną buzię i fajne okulary.


Odrobina piękna, choćby na zdjęciach robi mi dobrze :) Lubię oglądać dobre zdjęcia i ciekawe modelki. I nie ma w tym ani trochę zazdrości, bo też mam fajny tyłek :) Jest we mnie taki męski pierwiastek, który lubi gapić się na kobiece piękno. 
Pozdrawiam i życzę pięknego wieczoru.

15.11.2011

Majtki na lewą stronę :)

"Popatrzcie, w starej szopie dzieciąteczko kwili
Pośpieszmy się wszyscy, nie traćmy ani chwili"

Od rana, jak tylko Zu otworzyła oczy, powtarzałyśmy jej rolę do Jasełek, jak mantrę. Potem biegiem do przedszkola, potem biegiem z butów w kapcie. Pędem do samochodu i śmigiem do pracy. Wszystko na maksa tylko po to, żeby spóźnić się jedyne 15 minut :D 
Tak to już jest kiedy wstaję o 7, muszę się ogarnąć (czyli zrobić poranne SPA), Zuzię odstawić do przedszkola w stanie idealnym :) i być w pracy na 8:00, dokąd muszę jechać 20 km.
Wiecznie spóźniona, a dziś do tego z majtkami na lewą stronę :)
Program naprawczy? Podświadomość i ciało zdecydowanie odmawiają wyjścia z łóżka o 6, kiedy to dzwoni budzik. Drzemki włączane regularnie co 10 minut, przez godzinę to norma. Odkładanie budzika kilometry od łóżka nie działa. Jestem w stanie podnieść się choćby do drugiego pokoju, włączyć drzemkę i wraz z telefonem wrócić do łóżka. Zuzia mnie nie podniesie, bo śpi snem twardszym ode mnie. Koty mają w nosie poranne drapanie i nie łażą mi po głowie o poranku. Cóż robić, kiedy ciało zmusza do pozostania pod kołdrą, a firma woła do pracy? Każdego poranka zadaję sobie to pytanie i dalej smacznie śpię. Na szczęście odwrócone majtki są nadal wygodne :))

Pozdrawiam serdecznie




10.11.2011

W drodze

Spotkałam dziś jesień. Nic w tym dziwnego, ale tańczyła dla mnie liśćmi spadającymi z drzew, które chwilę potem wirowały we wstecznym lusterku mojego samochodu. To był obłędny widok. Liście spadały tuż przed maską wcześniej odbijając promienie słońca. I tak przez kilka kilometrów. Coś niesamowitego. Wszędzie w lesie złoto i ogniste czerwienie. Jakby ktoś rozwinął dywany między drzewami. Nie pamiętam takiej jesieni. Obecna, mogłaby trwać bez końca


Pozdrawiam
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...